http://www.draka.ecom.net.pl/

.....LINK DO PLFOTO.....
http://plfoto.com/47780/autor.html

-BIES-

KRÓTKI DRAMAT W JEDNYM AKCIE

 

Osoby

-Lilianna

-Wiktor

 

Scenografia

Krzesło, stół, czarna plama na białym obrusie, szafa z szufladą, drzwi

 

 

        Lilianna wchodzi do pokoju. Wiktor podchodzi do niej szybkim krokiem.

 

W.    Lilianno! Jak dobrze, że cię widzę znów w tak wyśmienitej formie! Przy ostatnim

spotkaniu zaobserwowałem groźnie wyglądający smutek na twojej twarzy, tym zmartwiony popadłem w całkiem zrozumiały dla mnie stan melancholii, który do chwili obecnej charakter miał wyjątkowo jak żyję wyrazisty. Cóż cię martwiło? Cóż smuciło? Czy listy moje miałyby, aż taki wpływ na twoje zdrowie a chwilowy ich brak spowodował wdzięk, jaki zaszczyt mam teraz obserwować?

 

L.      Och, Wiktorze. To prawda. Twoje listy pachną świeżością i wigorem twojej wyobraźni. 

Czuję się tak nierealna, wzbogacona twoimi finezjami, onieśmielona i obnażona...

 

W.     

        Podniecony

 

Zagłębiłem się w twojej osobie, i wszystko miałoby ręce i nogi, gdybym nie utonął w przestworzach świadomych pożądań. Nie będę zbyt wylewny określając swoją słabość jako początek końca, koniec początku, koniec końca i początek początku!

 

Rozsypuje kolorowe konfetti wyciągnięte z kieszeni marynarki, obracając się kilka razy wokół swojej osi z głowa skierowaną ku górze.

 

L.       

        Siedzi na krześle wpatrzona w plamę na obrusie, uśmiecha się

 

Pamiętam euforię swojej młodości...

 

W.    Czuję się młodo! Wiem, na czym młodość się opiera. Teraz wiem!

 

Pada na kolana przed L.

 

Wiem, czym jest życie. Pośród owoców jego, spotkałem ten dla mnie przeznaczony.

 

Kilkakrotnie całuje L w rękę.

 

L.      Słyszę te słowa gdzieś w oddali. Są bardzo daleko. Pokonują właśnie lata mojej 

naiwności. Dlaczego przestałeś pisać? Pozostawiłeś mnie z ohydą autentyczności i pogardą w stosunku do szarej, mojej postaci, tym samym wskrzeszyłeś mnie jako pozbawioną onirycznych marzeń kobietę. Fizycznie przyniosło mi to niesamowitą w skutkach ulgę.

 

 

 

 

W.    A więc mój plan z powodzeniem spełnia się, i co piękne, przynosi długo oczekiwane   

       rezultaty. Może nie powinienem odsłaniać przed tobą moich podstępów, jednak w chwili

      obecnej nie ma to większego znaczenia.

 

L.       

        Podnosi głos

 

      Cierpię na bezsenność. Czy oprócz naturalnych sposobów jakie stosuję, znajdziesz dla     

      mnie spośród mało moralnych propozycji, jakieś podstępne i chore uzdrowienie?!

 

W.      To jest genialne! Nad bezsennością muszę trochę popracować. Konieczne jest 

        zwiększenie częstotliwości naszych spotkań. Rozumiesz, badania trwać muszą długo, w 

        przeciwnym razie uzdrowienie może być tylko pozorne, a jeśli nawet nie, mogą zaistnieć  

        nieodwracalne w skutkach powroty bezsenności, spowodowane najdrobniejszym 

        przeoczeniem. Pozostawmy to jednak do następnej wizyty, wstępnie umówionej na jutro 

        ze względu na nie cierpiący zwłoki charakter sprawy. Teraz zaś cieszmy się! Dusza moja  

       się raduje, że twoja dusza jest uzdrowiona! Czy twoja dusza raduje się z moją?

 

        Cisza

 

W.     

        Siada na stole. Mówi spokojnie.

 

Jeżeli chcesz, żebym cię uzdrawiał, konieczne jest i ogólnie przyjęte, abyś odpowiadać chciała na podstawowe pytania. Inaczej posądzić można będzie o wystąpienie zastoju osobowego, marazmu intelektualnego, braku kontaktu w fazie podstawowej, bezadaptacji 

społecznej, introwersji, stanu przygnębienia, zniechęcenia, apatii- sama wiesz, że to groźnie brzmi. Przypuszczam i mam nadzieję, że nie jest to ewentualność spowodowana długoletnią przyjaźnią z panną Marianną z Indii rodem. A więc? Czy twoja dusza raduje się z moją?

 

L.      Kochasz mnie?

 

Cisza

 

L.      Wieki czekałam na taki rezultat. Moje śledztwo przyniosło nieoczekiwane w skutkach 

źródło zniechęcenia. Żałosny świat podpowiadał mi dobrze. Teraz wiem!

 

Wstaje z krzesła, podchodzi do W. Stoi przed nim. Powoli się rozbiera.

 

Wiem, czym jest życie. Pośród owoców jego spotkałam ten NIE dla mnie przeznaczony.

 

Całuje go w czoło.

 

W.    Widzę ten obraz gdzieś w oddali. Jakby za mgłą. Widzę słabo, lecz widzę. Siedem długich lat wyobrażałem sobie to, co teraz widzę. Pozostawiłaś mnie na pastwę tych ohydnych masturbacji.

 

Dotyka gołych jej ramion.

 

    Dotyk ciała jakże inny...

 

    Zamyka oczy. Uśmiech.

 

    Miękkość ciała... Czy to sen?

 

L.       

     Rozebrana do połowy.

    

     To nie sen Henryku.

 

W.

      Otwiera szeroko oczy. Wstaje energicznie.

 

      Henryku?!  Powiedziałaś Henryku?!

 

      Spogląda zdezorientowany w różne zakątki pokoju.

 

      Przecież ja mam...

 

      Marszczy brwi

 

      Na imię???

 

L.      Wybacz. Zdaje się, że jest to spowodowane długoletnią przyjaźnią z panną Marianną z 

      Indii rodem.

 

W.

       Siada spokojnie

 

       Z Indii rodem... Myślałem, że jestem tu obecny, że jestem, że żyję, że ty jesteś tu obecna,  

      że jesteś...

 

      Podczas „że jesteś” spogląda na L

 

L.

      W oczach pojawiają się łzy

 

      Twoje listy są jak zatrute powietrze. Pochłaniam je i sycę się nimi. Ta trucizna mi  

      smakuje. Pogrążam się w niej. Kocham ją! To moje życie. Jestem zatruta. Chcę znów 

      zginąć... Napisz do mnie...

 

W.

       Spokojnie

 

      Napiszę.

 

L.      Obiecujesz?

 

W.    Nie.

 

L. zaczyna się ubierać.

 

     W. Wiem, że coś w tym, co teraz powiem będzie ostatecznego.

 

     Podniesionym tonem

 

      Przestań się ubierać i posłuchaj!

 

      L. Siada na krześle trzymając w rękach ubranie

 

W.

     Podchodzi do szafy, wyciąga szufladę, wysypuje z niej dziesiątki listów, które spadają pod nogi L.

 

      W każdym z tych listów znajdziesz moje serce...

 

     Chodzi wokół stołu i krzesła. W jednej dłoni trzyma szufladę niczym walizkę

 

      W każdym z nich znajdziesz moje narodziny, czyli śmierć. Doszczętnie wykrwawiony 

     dzięki losowi, który spośród owoców swoich obdarował mi ciebie. W każdych z nich jest

     moje życie, czyli śmierć. Zmęczony myślami, pragnieniami, marzeniami... Brakuje mi

     odwagi.

 

L.      Henryk to mój ojciec. Jesteście tak bardzo do siebie podobni. Kiedy jestem z nim czuję się

      tak, jakbym była z tobą. Kiedy mnie dotyka czuje podniecenie, które uniemożliwia mi

      oddychanie. Kiedy mnie całuje w czoło mówi: wiem czym jest życie, pośród owoców 

      jego spotkałem ten dla mnie przeznaczony. On też pisze listy. Biedak. Kiedy pisze prosi

      mnie, żebym się rozebrała. Siedzę wówczas naga godzinami przed jego biurkiem a on na

      mnie w ogóle nie patrzy.

 

W.    Kochałaś się z nim?

 

L.      Kocham go!

 

W.    Dlaczego Henryk, twój ojciec jak twierdzisz, pisze listy? Do kogo je wysyła?

 

L.       To co zrobiłam jest przestępstwem. Żądna wiedzy skradłam się do jego biurka. Spośród

       sterty listów otworzyłam jeden. Pisze w nim o pomyłce, jaka nastąpiła w naturze. Jak 

       bardzo cierpi. O swym przekonaniu co do istnienia pewnego człowieka stworzonego na

       jego podobieństwo. Wiktorze! Ten list był przesycony miłością. Miłością do mnie. Ten

       list był pisany twoją ręką, twoim umysłem, twoim sercem. Ten list był...

 

W.      Ode mnie?

 

L.      On myśli tak samo jak ty. Pisze tak samo jak ty. Podpisuje się krwią. Nie kłamie. …ostatnio przestał pisać.

 

W.    To jakaś choroba psychiczna! Fakt. Zdarzają się na tej ziemi rzeczy trudno przyswajalne

       przez tak zwany ogół, ale to jest po prostu niemożliwe!

 

        Głośno

 

        Niemożliwe!

 

     Chwila ciszy

 

      Niemożliwe! Rozumiesz?!

 

L.      Czy możliwe jest abym umarła?

 

W.    Śmierć jest naturalnym etapem naszego życia. Jest więc możliwe abyś umarła, a co za 

       tym idzie, pociągnęłabyś za sobą kolejne ofiary z uwzględnieniem mojej osoby jako

       zwykła należność i powinność, której poddaję się bez wahania.

 

L.      Więc chcę się przekonać. Jeżeli niemożliwe jest to, abyś był Henrykiem to również

      niemożliwa jest jego śmierć w przypadku mojej śmierci, a co za tym idzie, pociągnięcie

      za sobą kolejnych ofiar z uwzględnieniem twojej jako zwykła należność i powinność,

      której poddajesz się bez wahania.

 

W.    Jeżeli on myśli tak samo jak ja, zginie zaraz po tobie i po mnie.

 

L.       To znaczyłoby, że jednak jesteście jednym Wiktoro- Henrykiem.  Eureka! Niemożliwe

      stało się możliwe!

 

      Cisza

 

W.    To niemożliwe. Umarłby ze zwykłej tęsknoty.

 

L.         Ty oczywiście umrzesz z tęsknoty niezwykłej!

 

W.      Jeśli ci tak bardzo zależy... Zrób to. Dla mnie to bez różnicy, czy rozmawiamy w pokoju

        czy w niebie.

 

L.      Wiesz dobrze, że samobójcy schodzą do piekła. Poza tym, w hierarchii grzechu stawiani

      są na podium najwyższym, gdzie przechodzą męki najstraszniejsze trwające wieki 

      wieków. Wątpię, żeby ci się chciało w takich warunkach ze mną rozmawiać.

 

W.    Tak czy inaczej będę z tobą.